O tej porze. Znaczy się o 22:30 w niedzielę. Na szczęście jest to wyjątek, ale i tak nie jestem szczęśliwy. Szczerze powiem, że mam już dosyć roboty. Nie żebym się lenił. Wręcz przeciwnie. Lubię pracować. Ale powoli praca zaczyna mnie męczyć. Dopada mnie rutyna. Pięć dni w tygodniu wstaję za pięć siódma. Myję się, jem, idę do roboty. W robocie programuję, spotykam się, organizuję, czytam i piszę maile, gadam przez telefon. Do czwartej po południu. Raz na miesiąc biorę kasę. Przez miesiąc ją wydaję. Spłacam raty za telewizor i DVD. Czasami pójdę na piwo czy kupię jakieś szmaty. Zapłacę za basen. Odłożę kilka stów na czarną godzinę. Zamówię pizzę. I tak do emerytury. Albo co bardziej prawdopodobne - do zawału. Prawie cały czas myślę o robocie, mimo że jej nawet nie lubię. Robota zżera moje życie. Nie bardzo ma pomysł, jak się z tego wyrwać. Żona się nie zgadza na zmiany. I tak ciężko zniosła ostatnia zmianę mojej pracy. A ja bym chciał znowu ją zmienić. Radykalnie. Na przykład zająć się stolarstwem. Albo wyemigrować do Nowej Zelandii i zacząć hodować owce. Co prawda ani na stolarce, ani na owcach się nie znam, ale to nie problem. Przecież przekwalifikowałem się z filozofa na programistę. Nauczyłem się matematyki, nauczyłem się programować. Dlatego myślę, że heblowania i strugania tez się nauczę. A jak nie stolarka czy owce, to wyniósłbym się gdzieś na suwalszczyznę, podpiął się do netu i programował siedząc w domu. Może ktoś jest zainteresowany współpracą? Nie mam talentu do pozyskiwania klientów, ale mam talent do programowania i kilku znajomych, którzy myślą podobnie. Wszyscy chcemy, żeby nasze życie zwolniło, ustabilizowało się, było spokojniejsze. Nie chcemy pędzić. Chcemy trochę spokoju.
No właśnie. A ja wciąż siedzę w pracy i czekam na alarm...
niedziela, 19 październik 2008
sobota, 20 wrzesień 2008
sobota, 6 wrzesień 2008
Sprzedam MacBooka, kupię biżuterię
Jak w temacie posta. Żonka zażyczyła sobie na 30 urodziny łańcuszek z brylantami za jakieś 2000 PLN. No więc muszę sprzedać kompa, żeby jej tę biżuterię kupić. Jakby ktoś był zainteresowany, to chodzi o białego MacBooka z takimi parametrami. Cena oczywiście do negocjacji.
wtorek, 11 marzec 2008
Pierwsze dzień nowej pracy
Zaczął się beznadziejnie. Nerwacja, kiszkoskręt i sraka jednocześnie. Potem 40 minut w autobusie i się zgubiłem :-/ Czemu się dziwić: byłem tam tylko raz i do tego taksówką. Zresztą taksiarze też się gubili. Potem się okazało, że koleś, który miał być i mnie wprowadzać, akurat wyjechał. Na szczęście był inny koleś. Upolowaliśmy biurko, krzesło i komputer. Poczytałem pracowe wiki. Mózg mi się zlasował na regulaminach: pracy, wynagradzania, premiowania i czegoś jeszcze - nie pamiętam. Gubiłem się po kilku słowach. W międzyczasie wypełniłem ankietę personalną i dostałem kilka kwitów do podpisania. Potem zasysałem z CVS projekt, nad którym mam pracować. Z 10 minut to trwało. iPod przyprawił mnie o zawał, bo nie chciał się włączyć, a jestem pewien, że go wieczorem ładowałem. Na końcu do domu i dętka - siedzę od kilku godzin i nie jestem w stanie nogą ruszyć czy ręką. Zappy sobie słucham.
poniedziałek, 10 marzec 2008
Bye bye...
I tym to sposobem minął ostatni dzień starej pracy. Jutro pierwszy dzień nowej. Denerwuję się. I to nawet bardzo. Generalnie nie lubię poznawać ludzi. Mam z tym problem odkąd pamiętam. A teraz tym większy, że nowa firma jest znacznie większa, niż stara. Dlatego się relaksuję. Wypiłem butelkę guinessa (w sumie z piw tylko guinessa uznaję, no chyba że nie mam wyjścia) i czekam na żonkę, coby golnąć trochę sake, którą dostałem w ramach pożegnalnego prezentu, zapakowaną w bardzo gustowną drewnianą skrzyneczkę z flakonikiem i dwoma porcelanowymi kielonkami w zestawie. Żonka na pewno zrobi z niej użytek. W końcu ona pudełkowy potwór jest.
Trochę sentymentalnie mi ten dzień minął. Wyczyściłem kompa. Wywaliłem masę plików, które się nagromadziły przez te trzy i pół roku. Zniszczyłem masę papierów (zniszczyłbym jeszcze więcej, gdybym regularnie co pół roku nie robił przeglądu). Powspominałem to i owo. Zrobiłem rundkę honorową i uścisnąłem wszystkim dłonie (wirtualnie tym, którzy już nie pracowali). Machnąłem kilka ostatnich poprawek. Założyłem konto administracyjne na Ubuntu. Usunąłem niepotrzebne już kalendarze z Google'a i niepotrzebne etykiety i filtry z GMaila. I wyszło na to, że praca była naprawdę dobra. Może jeśli chodzi o kasę, to nie. Ale generalnie wyszedłem na plus. Więc chłopaki i dziewczyny: dzięki.
A sake kiedyś napijemy się razem :-)
Trochę sentymentalnie mi ten dzień minął. Wyczyściłem kompa. Wywaliłem masę plików, które się nagromadziły przez te trzy i pół roku. Zniszczyłem masę papierów (zniszczyłbym jeszcze więcej, gdybym regularnie co pół roku nie robił przeglądu). Powspominałem to i owo. Zrobiłem rundkę honorową i uścisnąłem wszystkim dłonie (wirtualnie tym, którzy już nie pracowali). Machnąłem kilka ostatnich poprawek. Założyłem konto administracyjne na Ubuntu. Usunąłem niepotrzebne już kalendarze z Google'a i niepotrzebne etykiety i filtry z GMaila. I wyszło na to, że praca była naprawdę dobra. Może jeśli chodzi o kasę, to nie. Ale generalnie wyszedłem na plus. Więc chłopaki i dziewczyny: dzięki.
A sake kiedyś napijemy się razem :-)
czwartek, 6 marzec 2008
Dziś słuchamy...
Dzisiaj na tapecie - póki co - Kaiser Chiefs i Pure Reason Revolution. Poczytałem sobie wczoraj recenzje ich płyt. Na tyle poczytałem, że zachciało mi się posłuchać. Posłuchałem i wywaliłem. Tam nie ma nic ciekawego. Zwykłe, monotonne, nudne plumkanie. Ludzie! Czy wy naprawdę nie umiecie nagrać nic ciekawego? Weźmy np. takiego Reznora i Ghosts I-IV. Sama muzyka mi podchodzi średnio, ale przynajmniej nie jest nudna. Jestem w stanie ją odróżnić od masy nijakich dźwiękowych popierdywań. No chyba że już na tyle zramolałem, że nie jestem w stanie docenić...
środa, 5 marzec 2008
Nie cierpię...
Mam w robocie (jeszcze mam, zostały trzy dni robocze do mojego odejścia), kolesia. Facet pracuje jako tester. Robota może niezbyt ambitna, ale raz że potrzebna, a dwa, że trzymamy go tutaj trochę z litości - jest niepełnosprawny ruchowo. Z głową ma wszystko OK, przynajmniej tak się wydaje, ale czasami mam wątpliwości. Zachowuje się tak, jakby nic nie rozumiał z tego, co się do niego mówi. Albo olewa to, nie wiem. Wolę myśleć, że nie rozumie, bo staram się być życzliwy i nie zarzucać mu złej woli.
No i właśnie z trudem się powstrzymuję przed ukręceniem mu łba. Tym bardziej, że słucham sobie najnowszej płyty Nicka Cave'a, który potrafi mnie wprawić w morderczy nastrój. No bo jest tak: piszemy sobie serwis, mniejsza o to jaki. Serwis ma być testowany pod kątem poprawności działania poszczególnych funkcji. Nie tego, czy coś jest zrobić łatwo, czy trudno, czy formularz jest rozbudowany czy prosty. Pytanie jest jedno: czy to, co jest napisane, działa. O działanie właśnie chodzi. O to, czy jak w coś klikniesz, to zobaczysz coś innego, czy serwis sypnie błędami. A ten matoł zamiast to sprawdzać, pisze farmazony o sesji użytkownika i sposobie przesyłania zapytania do wyszukiwarki. No debilu jeden! Masz szczęście, że już niedługo pracy mi tu zostało, bo bym cię zwolnił! Mam ochotę go kopnąć w to jego pokręcone dupsko i wypierdolić na zbity pysk i wali mnie to, że nie znajdziesz innej roboty, chyba że jako stróż nocny gdzieś na Grenlandii.
Uffff. Ulżyłem sobie.
No i właśnie z trudem się powstrzymuję przed ukręceniem mu łba. Tym bardziej, że słucham sobie najnowszej płyty Nicka Cave'a, który potrafi mnie wprawić w morderczy nastrój. No bo jest tak: piszemy sobie serwis, mniejsza o to jaki. Serwis ma być testowany pod kątem poprawności działania poszczególnych funkcji. Nie tego, czy coś jest zrobić łatwo, czy trudno, czy formularz jest rozbudowany czy prosty. Pytanie jest jedno: czy to, co jest napisane, działa. O działanie właśnie chodzi. O to, czy jak w coś klikniesz, to zobaczysz coś innego, czy serwis sypnie błędami. A ten matoł zamiast to sprawdzać, pisze farmazony o sesji użytkownika i sposobie przesyłania zapytania do wyszukiwarki. No debilu jeden! Masz szczęście, że już niedługo pracy mi tu zostało, bo bym cię zwolnił! Mam ochotę go kopnąć w to jego pokręcone dupsko i wypierdolić na zbity pysk i wali mnie to, że nie znajdziesz innej roboty, chyba że jako stróż nocny gdzieś na Grenlandii.
Uffff. Ulżyłem sobie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)